czwartek, 6 czerwca 2013

Długo czy krótko

W przypadku rozwoju wydaje się, że zawsze długo. Choć nie jest to takie oczywiste. Ja osobiście zmieniam na długo. O co chodzi? Wiele lat prowadziłam programy rozwojowe krótkoterminowe (zazwyczaj jedno lub dwudniowe). Na szczęście zawsze też zdarzały się długoterminowe (takie cykle po 1-2 dni co kilka tygodni). Umożliwiło mi to poznanie jednej i drugiej opcji i odkrycie własnej preferencji. Preferencja ta wynika oczywiście z możliwości jakie dają konie i które to możliwości mam wrażenie właśnie pojawiają się na horyzoncie jak kończymy warsztat.... 

Horse Assisted Education jest specyficzną metodą. W odróżnieniu od innych często nawet mówimy, żeby po spotkaniu ludzie nic nie zmieniali, nie postanawiali zmieniać. Bo nie mamy do czynienia ze świadomym zarządzeniem uczeniem się. Dobra, nie będę wchodzić tu w niuanse tej metody, bo nie o tym miała być mowa. W każdym razie najważniejsze w tym rozwoju jest doświadczenie połączone z refleksją, jego częstotliwość i powtarzalność. Sam warsztat jest tak zbudowany że częstotliwość i powtarzalność jest zapewniona nawet przy krótkim programie, ale oczywiście w mniejszym stopniu. Dodatkowo "szok" wywołany tak innym paradygmatem uczenia się zalewa mniejsze sygnały o zmianach. Dopiero przy kolejnym spotkaniu gdzie ludzie znajdują się bliżej swojej sfery komfortu (w przypadku osób mających kontakt z końmi odwrotnie - gdzie ludzie znajdują się ( w końcu!) trochę dalej od swojej sfery komfortu) zaczyna się praca na niuansach. A właśnie z takich niuansów składa się transformacja....

środa, 29 lutego 2012

Nie ma dobrze ani źle – czyli o filozofii innowacyjnego uczenia się


Horse Assisted Education tworzy pole do eksperymentowania i uczenia się. Dostarcza doświadczenie z którego wnioski i refleksje są wyprowadzane przez uczestników w sposób dla nich najodpowiedniejszy. Umożliwienie tego to olbrzymia odpowiedzialność ze strony facylitatora i balansowanie na cienkiej linie. W dzisiejszych rozważaniach tylko jeden aspekt pracy facilitatora – tworzenie nieocennego środowiska, w którym nie ma dobrze ani źle. 
Ale od początku… .Ocenne środowisko jest dla większości ludzi znane. Przyzywczaliliśmy się do niego już od szkoły. Z jednej strony bardzo blokujące, z drugiej strony bardzo oswojone. Naturalne wydaje się uczenie, które jest zakończone egzaminem i ktoś stwierdza czy coś umiemy czy nie. Natomiast jeśli chodzi o umiejętności interpersonalne i uczenie się, wszystko, co jest związane z oceną, z egzaminem, oceną drugiej osoby, czy coś ogarniamy czy nie, jest blokujące.
Ryzyko oceny powoduje, że nie wchodzimy na obszary, które mogłyby się zakończyć złą oceną. Na przykład jak uczymy się poprzez doświadczenie jak komunikować się z innymi ludźmi, czy też jak uczyć innych ludzi w pewnym momencie możemy się skontaktować  z jakąś naszą częścią, która niekoniecznie jest „fajna”. Ta część w procesie uczenia  musi w pewnym momencie ujrzeć światło dzienne, żebyśmy mogli ją oswoić i sie jej przyjrzeć. Ominięcie tego może spowodować wyparcie tej części i ujawnianie się jej  w sposób automatyczny, czyli pewnie jakiś nieświadomy.
W  środowisku, które jest ocenne taka możliwość będzie zblokowana ze względu na lęk przed oceną. Jeśli pracujemy nad tym żeby na przykład być bardziej stanowczym to możliwe, że w pewnym momencie będziemy agresywni (stanowczy za bardzo), ponieważ uczenie się nowych reakcji wiąże się z próbowaniem, eksperymentowaniem i nie trafianiem(!). Trzeba czasami zrobić krok za daleko, żeby wiedzieć gdzie jest granica. Ucząc się swojej siły będziemy czasami zbyt silni, to znaczy zbyt silnie zareagujemy w stosunku do sytuacji, a czasami za słabo. I to jest nieodłączny aspekt uczenia się relacyjnego. To się dzieje po prostu cały czas bo każda nowa relacja jest uczeniem się na nowo. Ucząc się np. łagodności można się stać nagle takim trochę bezwolnym, w ogóle bez działania. I nie jest w ogóle możliwe ocenienie jakimi drogami ktoś zmierza do poprawy swoich umiejętności. Czasami przez sytuacje czy zachowania, które są daleko od tego, co byśmy ocenili w naszych kategoriach świata facylitatora jako dobre. Ale to jest tylko nasz świat. Poza tym ułomne wydaje się ocenianie z punktu widzenia statycznego świata idealnego , ponieważ proces uczenia się jest ani statyczny i ani idealny. To tak jakby patrzeć na kogoś, kto się uczy jazdy rowerem i za każdym razem, jak ten ktoś spada z roweru albo traci równowagę, marszczyli czoło i surowym wzrokiem czekali na poprawę. A przecież nie można wykluczyć z procesu uczenia się jazdy na rowerze spadania z roweru!. I oczywiście wszystkie interpersonalne umiejętności są takim bardzo delikatnym i trudnym do wyczucia obszarami. Dlatego, na początku zwłaszcza, jak się tworzy taką przestrzeń, trzeba być bardzo uważnym żeby się nie wpakować w jakiekolwiek ocenne klimaty. A jeśli się nawet niechcący w nie wejdzie to można to ujawnić jako swoją po prostu tendencję. I jako swoją trudność. Typu: trudno mi przeżywać to, jeśli ktoś w mojej ocenie nie idzie w tym kierunku, co ja określiłam, że powinien. Nawet jeśli to "ujawnienie" będzie tylko przed soba samym - może być bardzo pomocne. To zresztą temat, z którym walczy cały system edukacji. I są to takie pętle systemu i powielanie błędów. To  że nie ma dobrze ani źle sprzyja uczeniu się i rozwijaniu kreatywności jest poparte milionami badań na całym świecie, na wszystkich poziomach to jest od dzieci do dorosłych. Nie jest to wymysł związany tylko z horse assisted education tylko bardzo ważny punkt, jeśli mówimy w ogóle o umożliwianiu rozwoju i wypełnianiu potencjału poszczególnych jednostek. Wprowadzane są coraz żwawiej różny system nieocenności np. do szkół, podstawowych. Często wygląda to w ten sposób, że nauczyciele są oceniani z tego jak nieoceniają. I jest to środowisko, czy system, który jest niespójny. Ponieważ osoba, które jest oceniana z tego, że nie ocenia zawsze w swojej postawie przekaże ocenność dalej. Ponieważ ona jakby została wprowadzona w system w sposób, od którego nie będzie dały rady się abstrahować. Świetnie to też oddaje przykład jak uczymy facylitatorów metody HAE. Ocenianie ich powodowałoby, że to do czego jest im najbliżej później to uczenie innych też poprzez ocenę. I jedynym sposobem na to żeby przerwać to błędne koło jest umożliwienie i podejmowanie swoich własnych kroków zgodnie ze swoimi własnymi zasadami. Mimo, że to może budzić dużo lęków. Ale proszę spojrzeć jak twórcza i jak odpowiedzialna jest sytuacja, kiedy ktoś ci mówi „Sam oceń, gdzie jesteś, gdzie idziesz i czego potrzebujesz". To jest też taka sytuacja, w której się unika tego, że ktoś po prostu pokazuje się z najlepszej strony żeby zostać dobrze ocenionym, a zupełnie nie jest w stanie (i nie ma ku temu stworzonej okazji) zająć się tymi częściami, które nie są takie fajne. Stwierdzenie przez osobę która chce się zajmować rozwojem innych ludzi „mam w sobie „niefajne” części, zachowania, myśli" może być bardzo rozwojowych punktem.

sobota, 4 lutego 2012

Opuszczanie sfery komfortu

Dziś o tańcu wychodzenia poza swoją sferę komfortu i odczuciom temu towarzyszącym. Ucząc się siebie i świata nie sposób nie opuszczać sfery komfortu. Jednak jakie konsekwencje temu towarzyszą?
Jeśli człowiek pozostaje w sferze swojego komfortu i nigdy jej nie opuszcza, staje się ona mniejsza, coraz mniejsza, aż nie ma możliwości dalszego „poruszania się”. 
Jeśli ktoś świadomie opuszcza swoją sferę komfortu i stawia czoła emocjom związanym 
 z obszarem zagrożenia poszerza stale swoją sferę komfortu i jest w stanie po
konać ograniczenia i osiągnąć zakładane cele.
Powiększanie sfery komfortu powinno następować dobrowolnie.
Można wyróżnić kilka podstawowych sytuacji związanych ze sferą komfortu. Proponuję przyjrzeć się dwóm związanym z nastawieniem do opuszczania sfery komfortu. 
Nastawienie na pozostawanie w sferze komfortu
Bycie w sferze komfortu jest to taka sytuacja, w której można powiedzieć, to, co mnie otacza, to, co się ze mną dzieje nie wymaga od mnie żadnej szczególnej pracy czy energii, ponieważ jest to coś, czego się spodziewam, nie muszę rewidować swoich założeń, sposobu myślenia i funkcjonowania w świecie. Sytuacja jest zgodna z tym jak myślę, jak funkcjonuję, jak odczuwam świat i zgodna z moimi wewnętrznymi paradygmatami. Czy możliwe pozostawianie na dłuższą metę w takim miejscu? Jeśli mamy takie oczekiwanie, że zostaniemy w sferze komfortu i wszystko, co się wydarza ze mną, mnie z tej sfery komfortu nie wybije to może się okazać, że albo to nie jest niemożliwe albo olbrzymią energię wkładamy w utrzymanie status quo i po jakimś czasie może się okazać, że albo nie zauważyliśmy pewnych zmian rzeczywistości albo jesteśmy może do nich bardzo niedopasowani albo wydarzy się coś, co tak czy siak zmusi nas do skonfrontowania się z pewnym zmieniającym się stanem rzeczy. Oczywiście w takim rozumowaniu jest pewne założenie, że wszystko się zmienia, wszystko płynie i żaden człowiek nie ma takiej możliwości, jak pozostawanie w sferze komfortu zachowując pewną zdrową równowagę. Świat czy proces życia, przemian wymaga ustawicznego zmieniania swej sfery komfortu, opuszczania jej, powiększania, czasami też utrzymywania tego status quo, w momentach kiedy dzieje się na przykład zbyt dużo i utrzymanie zdrowia psychicznego wymaga zablokowanie zmian, ale jest to tylko okres przejściowy. W procesie uczenia się chęć zostawania w sferze komfortu blokuje proces uczenia się i osoby takie pracują zazwyczaj z dużym oporem. Zadaniem facylitatora czy coacha jest z jednej strony zapewnienie bezpiecznej sytuacji edukacyjnej, z drugiej strony wskazywanie możliwości zrobienia małego kroku poza sferę komfortu.
Nastawienie na opuszczenie sfery komfortu
W tej sytuacji jesteśmy nastawieni na proces zmiany, uczenie się i przeżywanie przeróżnych rzeczy. Ponieważ jesteśmy w ruchu, ulegamy przeobrażeniom i mamy wewnętrzną zgodę na to. W  tej sytuacji można powiedzieć, że zużywamy najmniej energii na ochronę przed zmianą. W procesie uczenia się nastawienie na opuszczanie sfery komfortu otwiera dużo możliwości i osoby takie pracuję zazwyczaj bardzo otwarcie i dynamicznie. Zadaniem facylitatora czy coacha jest z jednej strony towarzyszenie tej otwartości, z drugiej strony dbanie o optymalne tempo powiększania sfery komfortu umożliwiające integrowanie nowego i pozostawanie w równowadze. Czasami mniej jest więcej.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Przestrzeń pozorna i rzeczywista w uczeniu się

Co to jest przestrzeń do uczenia się?. Przestrzeń to jest stwarzanie takiej sytuacji edukacyjnej, w której osoba, która się uczy ma możliwość wpływania na kształtowanie swojego doświadczenia, podejmowanie go lub nie, i prowadzenia go, czy kształtowania, w takim kierunku, w jakim wymaga jej rozwój. Czyli można powiedzieć, że jest to stworzenie takiej trochę piaskownicy, w której można się uczyć. Odnoszę się tutaj do uczenia się w obszarze umiejętności interpersonalnych. Możemy tą przestrzeń stworzyć w sposób rzeczywisty i pozorny. Pozorny jest to wtedy kiedy używane są narzędzia (np. pytania otwarte, parafrazowanie, klaryfikacje, i cały szereg innych narzędzi facylitorskich, coachingowych czy trenerskich), które stoją w sprzeczności w przekonaniami/postawą facilitatora czy coacha. Teoretycznie narzędzia te pozostawiają pełną dowolność w podejmowaniu kierunku, czy to ma być w lewo czy w prawo nas to jakby zupełnie nie interesuje, osoba facylitująca czy coach podejmie ten kierunek dopiero po wskazówkach uczącego się. Pozornie dzieje się to wtedy, kiedy te pytania, zachowania, parafrazy, klaryfikacje są używane, w połączeniu z zupełnie odwrotną postawą, świadomą lub nie. Przykładowo ktoś się wyuczył różnych zachowań, wie, kiedy i co powinien stosować, kiedy, co nie powinien stosować. Natomiast w naturalny sposób, na przykład w całym jego życiu funkcjonował w zupełnie inny sposób, czyli nigdy nie używał, na przykład, otwartych pytań, i generalnie nie było dla niego naturalne tworzenie przestrzeni, w której ktoś może podejmować jakiś swój własny kierunek.
Przestrzeń rzeczywista jest wtedy, kiedy w naturalny sposób, zgodny ze swoją postawą tworzy się przestrzeń i jest się gotowym ponieść konsekwencje tak postawionej przestrzeni, bo oczywiście zrobienie przestrzeni, która jest otwarta powoduje, że wnioski, reakcje, sytuacje, wszystko, co się może wydarzyć jest zazwyczaj nieoczekiwane, trudne do przewidzenia, trudniejsze w kontroli, czy w ogóle wyrywające się poza kontrolę. I taką otwartość na to co się dzieje, może się dziać, jest ważne żeby tej przestrzeni rzeczywistej na przykład natychmiastowo nie zlikwidować, kiedy tylko się okaże „za trudna”
Można na przykład porównać przestrzeń rzeczywistą i pozorną do tworzenia obrazu., Stoją dwie osoby przed płótnem, jedna ma za zadanie wspieranie tej drugiej w namalowaniu swojego własnego obrazu. W przestrzeni pozornej osoba wspierająca generalnie, właściwie próbuje bardzo delikatnie i umiejętnie spowodować, że ta osoba weźmie tylko takie a nie inne farby i będzie malowała obraz taką, a nie inną techniką. A w przestrzeni rzeczywistej jest otwartość na to, że ta technika może być zupełnie zaskakująca, wyrywająca ze sfery komfortu osobę wspierającą, jak również w ogóle nie będzie podjęte malowanie obrazu, a będzie zamiast tego na przykład łamanie pędzli czy zastanawianie się nad istotą pędzla.

poniedziałek, 19 września 2011

Uwewnętrznione sposoby rozwoju

Coraz więcej wysiłku w organizacjach i indywidualnie jest wkładane w rozwój kompetencji. Żywa staje się idea rozwoju przez całe życie. Wiele z tych dróg nie różni się od tak znanego od lat - poszukiwania własnego guru.

Z własnych obserwacji i doświadczenia jak trudno jest ludziom przejmować odpowiedzialność za własny rozwój może jeszcze wiele wody w rzekach upłynąć zanim znajdziemy jedynego właściwego guru od rozwoju... SAMEGO SIEBIE!



Dlaczego niby miałby on być tym jedynym właściwym?

Istnieje takie zjawisko jak odrzucanie treści rozwojowych jeśli nie są one uwewnętrznione. A nie są uwewnętrznione jeśli ich źródło widzimy w innych osobach. Słynne rady, którymi piekło zostało wybrukowane. Oczywiście ówczesne metody są dużo bardziej rozmyślne, nie radzą a pozostawiają przestrzeń do samowypełnienia. Ale kto stworzył przestrzeń? Przeciez nie sam zainteresowany. Czyli nie jest ona uwewnętrzniona. I narażona na odrzucenie.

Im więcej wyboru, dobrowolności, decyzji po stronie uczącego tym więcej przyniesie działanie efektu.

niedziela, 29 maja 2011

Dom

Zastanawia mnie fakt, że tak dużo energii poświęcamy tworzeniu naszych domów, tych materialnych, widocznych. Jednocześnie niewiele czasu poświęcając na kreaowanie domu niematerialnego. Czy wiem czym on jest? Nie, ale wiem, że go potrzebujemy.
Dom niematerialny to stan. Stan ducha. Stan który powoduje, że czujemy się beziecznie niezależnie od tego co się dzieje dookoła, ile zmian aktualnie zaliczamy. Przygladając się do jakich stanów zapraszają nas konie i wiedząć, że te stany sprawiają, że ludzi czują się dobrze i spokojnie znajduję wskazówkę. Droga przed celem, bycie w procesie, intensywana obecność to postawy, stany, które zbliżają nas do poczucia domu niematerialnego. Oczywiście w praktyce jest to dużo trudniejsze, ale najważniejsze być w drodze! :)

piątek, 16 października 2009

Kontrola

(...)
Jest na świecie idea mówiąca o wpływaniu na konia przez człowieka. Nie jest to jedyna metoda, ale to o której myślę polega na tym, że od zaraz po urodzeniu źrebak jest w bliskim kontakcie człowiekiem. Działania te maja na celu zmniejszyć niepożądane dla niektórych ludzi zachowania konia. I tu zwolennicy wymieniają: ignorowanie rzeczy które go płoszą, pozbycie się klejenia do stada, chętne wchodzenie do przyczepy...


Refleksje
Może jest nam ludziom trudno z kontaktem jaki oferuje nam koń, bo tak bardzo próbujemy na niego wpłynąć. Tak bardzo z miłości próbujemy mu coś zabrać.
Kto z nas chciałby żeby go oduczano np. tęsknoty za rodziną, nie bania się wkładania ręki w środek ognia, czy siedzenia  w klatce. Niewiele osób...  Chęć kontroli? Droga na skróty?
W moim odczuciu koń już jest tam gdzie my mamy dopiero dojść. Próby wpływania na niego, tylko wydłużają nam drogę...
Odwagi!